A to bardzo deszczowa PRZYGODA: 18 godziny w drodze, średnia podróżna: 50 km/h. Miejsce: Czaplinek nad Jeziorem Drawskim, Cel: TV 175 MK II.

Media trąbiły, że nad Polską mają się zetrzeć ze sobą dwa fronty atmosferyczne: tropikalny i arktyczny, więc będą burze, grad, trąby powietrzne. Kalendarz “imprez” narodowych wskazywał Najświętszej Matki Boskiej, Matki Boskiej Zielnej i Dzień Wojska Polskiego. 15 sierpnia był dla nas fajnym dniem do podróży: wolny piątek.

Po długiej i bardzo [jak zwykle] demokratycznej dyskusji sms-mail-call o godzinie 5.50 pod domem Vishka stawiliśmy się: Bombel i Broda. Chwila wahania… jak jedziemy… i ruszamy: Kasiowe Volvo + przyczepa, a na pokładzie: Bombel i Broda i kliniczny przykład lambrettowego wariactwa: Vishek + Potwór. Po godzinnym poszukiwaniu czynnej stacji benzynowej, nakarmieniu Potwora i Volvo ruszamy na Gdańsk. Przed Płońskiem skręcamy na Toruń. Vishek jadac równo 110 km/h, śmiga przodem, bardzo płynnie i wdzięcznie mijając jadące przed nami samochody. Spotykamy się podczas tej drogi synchronicznie. To Potwór zaczeka, to Kasiowe Volvo nadgoni. Jest pysznie.

Naście kilometrów przed Toruniem, Potworowi robi się źle, traci moc. Vishek stara się z nim dogadywać, ale wie już, że czas zająć się gaźnikiem. Zjeżdża na pobocze.

Rzecz rozgrywa się w małej wiosce, gdzieś jeszcze na Mazowieckiej Ziemi. Niespełna 50 m za nami trwają przygotowania do procesji. Gazik z osobową przyczepą, kościelne pieśni i pewnie cała wieś od niemowląt po starców, zebrana przy jedynym tam sklepie. Jest dziś Matki Boskiej Zielnej. Koniec żniw, święcenie plonów….. Akordeon, saksofon :) (?) i ministranci.

I to co najbadziej lubię zawsze ten sam widok: Lambretta i boczki odłożone na bok + ta chwila adrenaliny, kiedy zawsze sobie mówię: eee, uda się :)

W tle przygotowanie do procesji, a u nas: Vishek wkręca, Broda wykręca dyszę w gaźniku tę dyszę od benzyny . Sytuacja staje się napięta, Panowie teoretyzują…. śrubę od powietrza wkęcają półobrotu, od benzyny wykęcaja o pół…. Już z rozpędu chcą budzić v phone Petera na angielskiej wyspie….

Procesja rusza, a Panowie + Potwór osiągają consensus. Broda łamiąc “zdecydowaną większość” przepisów o ruchu drogowym, sprawdza możliwości Potwora. Jest prawie dobrze, wolnych obrotów tylko brak, ale nie wyrzuca na tylne koło niespalonej z gaźnika mieszanki (bo to b. niebezpieczne, jak cała opona od niespalonej mieszanki jest mokra).

Jedziemy dalej. Procesja zorganizowana jest świetnie. Mijamy ją. Dwóch młodych chłopaków, w odblaskowych kamizelkach kieruje ruchem i dzięki temu nie musimy stać. MIjamy drogę do pobliskiego kościoła, ku święceniu plonów płynnie i sprawnie.

Ot, to taki prosty i na pewno szczęśliwszy od miastowego Facebook…

Jeszcze kawałek i budowana obwodnica Torunia. Co na oko 10 km światła, ruch wahadłowy, Tracimy tam dużo nerwów i czasu. Pogoda się psuje… zaczyna się deszcz. Vishek i Potwór dzielnie gdzieś są przed nami. A tu telefon. VIshek na obwodnicy ukryty pod wiaduktem przed gradem czeka na nas. Kilka wiaduktów dalej spotykamy się.

Jemy bomblowe kanapki, faszerujemy się sokami i kofeiną z puszek… Vishek zmienia kurtkę na lepszą i rusza na Potworze w drogę. Jest jeszcze naście km do Bydgoszczy…. Vishek spotyka motocyklistów. Jedzie w ich towarzystwie, ale pogoda staje się nieznośna. Ktoś hamując Astrą ląduje w rowie. Wszystkie kawałki ciała są przemoczone… , burza, wichura.

Potwora pakujemy na przyczepę, Vishka do Kaśkowego Volvo…. paruje wszystko, bo nasz Vishek schnie.

I jedziemy już we trójkę: Bombel prowadzi, Vishek schnie, Broda sprawdza Luize. Luiza jest jak zwykle niezastąpiona. Mechaniczna kobieta – myli drogi nienagannie przez miasta :)

Jeszcze tylko parę błędów popełnionych przez Bombla ….i jesteśmy u Państwa, którzy oddają Lambę, w pięknym miejscu, u fajnych ludzi ….i jakie psy!

TV-ka już na przyczepie, z p. Beatą i p. Jarkiem pijemy pyszną czarną herbatę, jest zimno i tak bardzo ciepło, przyjaźnie w Ich Domu …

.Ale czas na ruszać w drogę.TV-ka na przyczepie wygląda [ktoś bez wyobraźni mógłby powiedzieć - pomalowana ławkowcem], my wiemy, ma coś w sobie subtelnego…, zwiewnego, kobiecego, jak z mienionej epoki ]

Zmieniamy trasę, Vishek i Broda postanawiają – jedziemy przez Poznań. na jakiejś, wylotowej, benzynowej stacji przesiadamy się z Vishiem (w sensie Bombel, po 700 km jest już bardzo zmęczony).

Jeszcze mały, ze zmęczenia incydent… ok. 01. w nocy wykonany przez Vishka i już w domu.

Jaka jest TV-ka wszyscy ją polubiliśmy – subtelna i wiotka.

Jest jeszcze sobotni obiad, jakże pyszny, u rodziny Vishk’ów, Po obiedzie spacer Hani z bomblowym wyżłem.

Jeszcze chwila niedzieli… i dzień jak co dzień… jesień idzie, nie ma to rady :)

Dodaj odpowiedź