Pamiętacie naszą przygodę z Lambrettą kupioną w ciemno, kiedy Vishek po przyjeździe z Juraty do Warszawy i chwili odpoczynku wyruszył z Bomblem i Brodą za Wrocław i tego same dnia wróciliśmy, w długie zimowe wieczory, chłopaki wzięli się za rozbrajanie silnika i dali radę.

Zabawy trochę przy tym było ale są i efekty. Olo wypiaskował silnik a Krzyś ze Świdnicy pięknie pomalował na prawdziwe kolory, tak tylko Krzyś potrafi. Przywiózł wszystkie elementy opatulone w miękkie szmatki by się nie porysowały (nawet babci pierzynę do opatulania gwizdnął). Dziękujemy Krzysiu. Trochę widać na zdjęciach.

Dodaj odpowiedź